11-13.10.2014

11 i 12 października, czyli w sobotę i niedzielę, nie było żadnych kongregacji generalnych synodu biskupów. W tym czasie trwało przygotowanie relacji podsumowującej dotychczasową dyskusję, która w przyszłym tygodniu stanie się podstawą obrad w grupach językowych. Jednocześnie zapowiadano także przygotowanie dokumentu końcowego, czyli ostatecznej relacji Synodu. Będzie to już trzeci dokument po Relatio ante disceptationem i Relatio post disceptationem, czyli relacji przed dyskusją i relacji po dyskusji. Będzie on owocem pracy w grupach językowych i na zakończenie synodu zostanie przekazany papieżowi. Jego ostatecznej redakcji mają dokonać: relator generalny – kard. Péter ERDŐ, sekretarz specjalny – abp Bruno FORTE i sekretarz generalny synodu – kard. Lorenzo BALDISSERI. Do pomocy w tym zadaniu Ojciec Święty FRANCISZEK wyznaczył jeszcze sześciu innych ojców synodalnych, w tym dwóch kardynałów: Włocha Gianfranco RAVASIEGO i Amerykanina Donalda WUERLA, trzech biskupów: abp. Victora Manuela FERNÁNDEZA z Argentyny, abp. Carlosa AGUIAR RETESA z Meksyku i bp. Petera KANG U-IL z Korei oraz przełożonego generalnego zakonu jezuitów, o. Adolfo Nicolása PACHÓNA.

W niedzielę o godzinie 12, jak wiadomo, miał miejsce Anioł Pański, podczas którego Ojciec Święty prosił Maryję w intencji synodu, który w tych dniach odbywa się w Watykanie. Natomiast dzisiaj, to jest 13 października, o godzinie 9 rozpoczęła się lektura zapowiadanej już wcześniej Relatio post disceptationem, czyli relacji zbierającej owoce tygodniowej dyskusji ojców synodalnych. Zostało też zapowiedziane, że w ciągu najbliższego roku należy przekazać nazwiska uczestników następnego Zgromadzenia Zwyczajnego Synodu Biskupów dotyczącego tej samej sprawy, czyli kwestii rodziny. Liczba reprezentantów zależy od ilości członków danego episkopatu. Zdaje się, że na dwudziestu pięciu biskupów przypada jeden delegat wysłany do Rzymu.

Potem nastąpiła część oczekiwana, czyli lektura wspomnianej relacji, której dokonał kard. Péter ERDŐ. Lektura ta miała być potem uzupełniona głosami podczas sesji generalnej oraz w grupach językowych, które miały się odbyć jeszcze w godzinach przedpołudniowych. Natomiast reakcje, które spowodował dokument sprawiły, że odbyły się jeszcze dwie sesje generalne: pierwsza została przedłużona, druga została wprowadzona w miejsce grup językowych. Odniesiono się do całości dokumentu. Wielu biskupów stwierdzało, że sam tekst jest dość dobrą fotografią tego, co zostało powiedziane w minionym tygodniu. Podniesiono jednak dosyć poważne zarzuty przeciw pewnym kryteriom, które w dokumencie zostały zastosowane.

Wypowiedziano się mianowicie przeciwko nieostremu pojęciu tzw. zasady stopniowości, która jest tutaj interpretowana w sposób bardzo liberalny. Praktycznie do tej stopniowości miałaby należeć konwiwencja przed małżeństwem, która niby miałaby doprowadzić młodych do rozumu i w końcu zakończyć się ślubem. Pojęcie to pojawiło się jakby znikąd i nabrało takiej mocy, że właściwie można nim wszystko wytłumaczyć.

Następnym pojęciem była analogia między Kościołem, który subsistit in („trwa w”) Kościele katolickim – w którym zawarta jest pełnia prawdy, a kościołami siostrzanymi, w których zawarte są „ziarna prawdy” – nie ma w nich pełnej prawdy, ale jest obecne jakieś dobro. Analogię tę przeniesiono na sakrament małżeństwa, doszukując się ziaren prawdy i dobra również w postawach, które do tej pory były przez nas uważane za zachowania negatywne.

Jeden z ojców zwrócił uwagę na to, że w całym dokumencie nie pojawia się pojęcie grzechu. Brak tego słowa wskazywałby na dosyć laksystyczne podejście do sprawy. Zauważono, że tekst koncentruje się zasadniczo na wyjątkach i na trudnych kazusach. Nie mówi tymczasem o pięknie małżeństwa ani o małżeństwach, które trwają, codziennie walczą i dają przykład godnej pochwały wierności i nierozerwalności. Nie ma też słowa o małżeństwach wielodzietnych, które bardzo często są małżeństwami heroicznymi, zważywszy na idący za tym wysiłek ekonomiczny.

Uwagi krytyczne dotykały także tego, czy stanowisko relacji nie jest aby przyjęciem postawy świata: świat gra nam pewną muzykę, a my mamy tańczyć na jego melodię. Ideologia światowa wywiera dużą presję na pojęcie małżeństwa chrześcijańskiego, więc żeby usatysfakcjonować świat, my mielibyśmy zmieniać teraz naukę Kościoła.

Poza tym dotknięto bardzo mocno punktów 50-53, mówiących o związkach jednopłciowych oraz o dzieciach wychowywanych w takich związkach. Nie jest to ujęcie, które znamy w Kościele – które do tej pory byłoby ewidentne czy wynikałoby choćby z Familiaris Consortio.

Zwrócono także uwagę na to, że gdy idzie o praktykę sądową, ryzykowne wydaje się przekazanie tego typu spraw biskupowi miejsca, żeby on – po radzie jakiegoś wykształconego w tej materii człowieka świeckiego lub duchownego – decydował, czy małżeństwo faktycznie istniało od samego początku, czy też nigdy nie istniało. Skoro bowiem sądy – które poważnie podchodzą do sprawy – w pierwszej instancji wydają jeden wyrok, w drugiej instancji wydają inny wyrok i trzeba odwołać się do sygnatury jako do trzeciej instancji, jest jasne, że te sprawy są poważne. Domagają się poważnego namysłu i jednocześnie wymagają dużo czasu, żeby je dobrze rozstrzygnąć i dojść do prawdy. Jak można dojść do prawdy w sposób pośpieszny, przez krótkie podejście i rozstrzygnięcie w tę lub inną stronę? Wydaje się więc, jakby tekst starał się dopatrywać elementów pozytywnych w grzechu i próbował włożyć na barki biskupów to, czego nie mogą zrobić trybunały. Trzeba pewnie bardziej podkreślać prewencję, aniżeli akceptować status quo.

Skoro tekst nie zawiera definicji dogmatycznych, są zarzuty, że jest generalny i mało konkretny. Na konkretne pytania nie daje konkretnych odpowiedzi. Oczywiście, nie jest to tragedia, bo nie chodzi o ostatni tekst tegorocznej sekwencji synodu, tylko przedostatni. Zauważa się jednak, przynajmniej w kilku przypadkach, brak konkretności. Trzeba by wyraźnie powiedzieć, co mają robić biskupi, co mają robić księża – jakie z małżeństwami i rodzinami podejmować prace, które mogłyby polepszyć dotychczasową praktykę pastoralną.

Gdy idzie o świeckich, zarzuty dotyczą stwierdzenia, że wszyscy świeccy mają zadanie misyjne. Owszem, z natury chrztu wywodzi się misyjność Kościoła i każdego ochrzczonego człowieka, ostatecznie jednak na misje wyjeżdżają tylko pewne rodziny, które są dobrze do tego przygotowane i dają dobre świadectwo. Na przykład rodziny z Neokatechumenatu zostawiają pracę, zostawiają pieniądze i udają się w nieznane razem ze swoimi, nieraz maleńkimi, dziećmi. Jest to więc akt odwagi, którego nie można domagać się od każdego poszczególnego wiernego ani od każdej ochrzczonej rodziny. Za misją musi stać wszystko: przygotowanie, wolna wola i decyzja.

Dokument zwrócił też mało uwagi na to, czego Kościół nauczał przedtem. Nie chodzi już nawet o to, co znajduje się we wspomnianym wcześniej przeze mnie enchirydionie – żeby ruszać od tego, co Kościół mówił o małżeństwie i rodzinie od XV wieku – ale o uwzględnienie nauczania Gaudium et spes podczas Soboru Watykańskiego II i o Familiaris Consortio. Był już przecież synod o rodzinie prowadzony przez Jana Pawła II. Odejść od tego wszystkiego albo po prostu przemilczeć? Owszem, nie można w kółko powtarzać tego, co już zostało powiedziane. Nie można jednak przemilczeć, że zostało powiedziane. Wydaje mi się więc, że jest to rzecz do uzupełnienia.

Stwierdzenie, że należy unikać pozycji ekstremalnych i nie należy przyjmować ekstremizmów ani w jedną, ani w drugą stronę, brzmi pięknie. Jednak przy Jezusowym „Niech wasza mowa będzie «tak, tak», «nie, nie»”, nie bardzo da się ono udowodnić.

Czy można zdradzić nauczanie Jana Pawła II? Przecież zawsze chodzi o to, by łączyć „nowe” i „stare”, aby istota nie została nigdy zmieniona, ale by się rozwijała.

Dalej podnosi się kwestię Komunii duchowej rozumianej jako rekompensata braku Komunii materialnej. Sobór Trydencki rozumiał Komunię duchową jako następstwo Komunii rzeczywistej i przyjmował ją tylko w takiej sekwencji.

Sama stopniowość może być przyjęta, ale tylko w tym sensie, że jest to stopniowanie ku dobru, ku świętości. Nie natomiast, gdy idzie ono raz w jedną stronę, raz w drugą – jak człowiekowi przyjdzie do głowy. Nie można pochwalać wspólnego zamieszkania, chociaż wielu się wymawia warunkami ekonomicznymi, niestabilnością emocjonalną i różnymi innymi argumentami.

Nie jest też wspomniana sprawa struktur grzechu. Istnieją faktycznie struktury grzechu, które utrudniają życie małżeńskie i rodzinne, a czasami je nawet degradują. Istnieje na przykład coś takiego jak biznes pornograficzny, pornografia internetowa czy prostytucja. Wszystkie te sprawy są strukturami grzechu. Wprowadzają grzech strukturalny i mają silne oddziaływanie na środowiska małżeńskie i rodzinne.

Należałoby się zastanowić nad tym, co my mamy do powiedzenia rodzinom wiernym. Trzeba podziękować rodzinom, które są świadkami nierozerwalności małżeństwa i ją pielęgnują. Czynią to nieraz przy pomocy stowarzyszeń katolickich.

Jak mamy powiedzieć młodym, dlaczego wyjść za mąż czy ożenić się? Jak należy odpowiedzieć na to pytanie?

Dalej: co to znaczy nawrócenie? Nie jest to tylko pewien akt słowny, ale zakłada najpierw rachunek sumienia, czyli wejście w siebie. Tak jak syn marnotrawny – on nie dokonał nawrócenia, dopóki nie został sprowadzony na dno. To dało mu do myślenia. Dopiero wtedy wszystko przemyślał, wrócił do ojca i wyznał swoje winy – powiedział: mea culpa.

Jest też coś takiego, jak odpowiedzialność duchowieństwa i świeckich za niedostawanie do nauczania Kościoła w materii małżeństwa i rodziny. Jak daleko ona idzie, trzeba by to zgłębić i studiować. Niemniej jednak wszystko to dokonało się w sensie negatywnym sytuacji kryzysowych. Nie są one jednak tylko owocem i pochodną kryzysu czy sytuacji socjokulturalnej. Są też inne powody upadku niektórych rodzin i małżeństw.

W pewnych częściach dokument sprawia wrażenie jakby był owocem ideologii antymałżeńskiej z 1968 roku. Wygląda jakby nad poważnymi problemami przechodził w sposób nie do końca poważny. Owszem, trzeba atmosfery przyjęcia, przygarnięcia każdego człowieka. Zawsze jednak w sensie, o jakim mówił św. Augustyn: kochamy człowieka, nie kochamy natomiast grzechu w człowieku. Tekst dokumentu wskazywałby natomiast, że bez względu na to, jaka jest sytuacja – czy dobra, czy zła – my kochamy wszystkich na prawo i lewo. Jest to niby poprawne politycznie, ale sprawia, że nie bierzemy pod uwagę, iż samo pojęcie „przygarnięcia” ma dwa znaczenia. Pierwsze – takie jak w klasycznym chrześcijaństwie – oznacza otwarcie się na człowieka ze względu na jego ludzką godność, ale nie na grzech. Drugie mówi o przygarnięciu każdego bez względu na grzech. Są to dwie różne sprawy i nie mogą być w Kościele traktowane w równy sposób.

To są trudności, które rodzi tekst dokumentu. Możemy powiedzieć, że nie jest on ostateczny, więc sprawa nie jest jeszcze stracona. Jednak, nie wiadomo jakim sposobem, tekst ten, który nie powinien być publikowany, został opublikowany i już spowodował dosyć duże wstrząsy pośród ludzi. Widać to w szczególności w mediach, które oczekiwały na orędzie końcowe, tymczasem przyszedł tekst po dyskusji, który jest jakimś sformułowaniem niezaakceptowanym. Nie jest to dokument, który byłby przegłosowany i zaakceptowany, ale zbiór różnych opinii wypowiedzianych nieraz w sprzeczności z innymi głosami. Nie mogą one być traktowane jako ostateczne. To wszystko sprawia, że opublikowanie tekstu jest złe. Teraz bowiem każdy inny tekst, który przyjdzie później – bardziej dojrzały i rozwinięty – będzie osądzany w perspektywie obecnego. Będą się rodziły od razu pytania: dlaczego tutaj jest tak daleko, a w innym miejscu jest wycofywanie się? Można to łatwo przewidzieć.

Przedstawiona w poniedziałek rano „Relacja po dyskusji” okazała się być dokumentem tendencyjnym i niepełnym, który wymaga głębokiego przepracowania – powiedział redakcji brytyjskiego pisma katolickiego „The Tablet” kard. George PELL, prefekt Sekretariatu ds. Ekonomicznych. Australijski purpurat kurialny zaznaczył, że trzy czwarte wypowiedzi w dyskusji po przedstawieniu tego kontrowersyjnego dokumentu domagało się jego przepracowania. „Kwestia Komunii św. dla rozwiedzionych żyjących w nowych związkach jest tylko wierzchołkiem góry lodowej” – powiedział kard. PELL. Dodał, że usiłując być miłosiernymi niektórzy pragną skierować katolickie nauczanie na temat małżeństwa, rozwodu, związków partnerskich, homoseksualizm w stronę radykalnej liberalizacji, której destruktywne owoce widzimy w innych tradycjach chrześcijańskich. Były metropolita Sydney wyraził rozczarowanie, że niewiele miejsca poświęcono podstawom biblijnym i nauczaniu Magisterium odnośnie do małżeństwa, seksualności i rodziny. Jego zdaniem trzeba teraz uspokoić katolików, że zmiany doktrynalne nie są możliwe, zachęcić do nabrania głębokiego oddechu, zatrzymać się i działać na rzecz zapobieżenia głębszym podziałom i radykalizacji frakcyjnych. Zwrócił uwagę, że konieczna jest akceptacja nauczania Jezusa na temat małżeństwa i rozwodu, tym bardziej że dzieci „mają prawo do matki i ojca”.

Wielu ojców powtarzało, iż tekst ten jest pozbawiony solidnych podstaw w Piśmie Świętym i Magisterium. W sprawie, w której Kościół ma bardzo bogate i jasne nauczanie, daje wrażenie wymyślenia czegoś zupełnie nowego, co jeden z ojców synodalnych nazwał „rewolucyjnym”, nauczaniem na temat małżeństwa i rodziny. Przywołuje on wielokrotnie i chaotycznie zasady, które nie są określone, na przykład prawo stopniowania.

Jest więc dużo spraw, które potem na pewno wyjdą też w grupach językowych. Dzisiaj już się zresztą to dokonało w naszej popołudniowej włoskiej grupie językowej. Staraliśmy się uzupełnić poprzez emendację tekst wstępu i pierwszego rozdziału, wnosząc bardzo dużo uwag, które potem zostaną przekazane sekretariatowi. Jak dalece zostaną one przyjęte czy odrzucone, trudno powiedzieć.

Już teraz jednak stało się jasne, że w tekście pierwszego rozdziału jest przedstawione status quo, w drugim rozdziale – to, jak powinno być, czyli wizja rodziny w ujęciu Chrystusowym. W końcu, w trzecim rozdziale pastoralnym, mówi się, co robić, żeby uzdrowić to, co jest chore w małżeństwie i rodzinie.

Wracając do pierwszego rozdziału – zauważono, że brakuje elementów pozytywnych. Jeżeli mówimy o obecnym status quo rodziny, nie można zbierać tylko elenchu rzeczy negatywnych. Trzeba zwrócić uwagę na pozytywne zmiany, jakie się dokonały w międzyczasie: większy szacunek dla osoby ludzkiej, większy stopnień dobrobytu, większy nacisk na wolność osobistą i religijną. Są to pewne znaki pozytywne, które też tworzą część kontekstu małżeńsko-rodzinnego. Gdy zaś idzie o część negatywną, omawiającą wyzwania pastoralne, brakuje tam odniesienia do problemów takich jak emigracja, biotechnologia, aborcja, przemoc w rodzinie, skrajne ruchy feministyczne czy eutanazja. To są wszystko elementy negatywne, które trzeba umieścić w pierwszym rozdziale.

Potem pojawia się kwestia stosunku nauczania kościelnego do miłosierdzia. Było to już powtarzane kilka razy. Wygląda, jakby nauczanie Kościoła było do tej pory niemiłosierne, teraz natomiast zaczyna się nauczanie miłosierne. Trzeba wyjaśnić, że dotychczasowe nauczanie zawsze zakładało miłosierdzie, ale też nie uciekało od prawdy – co niektórym mogło się wydawać aktem niemiłosierdzia. Ten punkt powinien być dopracowany.

Podobnie też jest z problemem, może nieco mniejszym, dotyczącym małżeństw zawieranych między osobami różnych wyznań – czy to z prawosławnymi, czy z protestantami. Jakie to zjawisko pociąga za sobą konsekwencje i jakie jest nasze stanowisko wobec niego, biorąc pod uwagę ekumenizm? Jakie są też zobowiązania małżonków, zwłaszcza w sytuacji, gdy w pewnych krajach Kościół katolicki znajduje się w mniejszości i musi odnosić się do innych religii w prawdzie i w miłości.

Jest więc jeszcze dużo różnych rzeczy, które muszą być jeszcze przemyślane, żeby pierwsza faza synodu skończyła się szczęśliwie i żebyśmy mogli dać ludziom do ręki pomoc, a nie sztuczne kule – które pozwalają ludziom chodzić, ale nie pozwalają swobodnie się poruszać.